Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 107 397 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Fragment książki M. Musierowicz

środa, 03 października 2007 12:33
Skocz do komentarzy
Na pocieszenie, przepiszę Wam fantastyczny fragment Małgorzaty Musierowicz, która ponoć pisze książki dla dzieci (w co ja osobiście nie wierzę). Mam nadzieję, że ten fragment - jakże życiowy - rozbawi Was tak jak mnie:) Myślę również, że autorka nie byłaby zła za umieszczenie na moim blogu fragmentu jej dzieła - w końcu to rodzaj popularyzacji jej pracy oraz literatury:)

Fryderyk Schoppe, student astronomii, chodził z Różą od niepamiętnych czasów. Poznali się podobno jeszcze w szkole średniej i - jak to lubili wspominać - zaręczyli sie podczas burzy, w stogu siana. Była to okoliczność dość mocno zapadająca w pamięć słuchaczy, zwłaszcza młodocianych. Toteż teraz znów się Józinkowi przypomniała, jako wysoce nieprawdopodobne, kiedy tak patrzył na to bezbarwne oblicze typowego kujona w grubych okularach. Zawsze Józinka denerwowało, że kiedy kobiety w rodzinie wynosiły pod niebiosa wdzięki i zalety tego suchego blondyna. Uchodził w śród nich za rasowego dżentelmena i za obiecującego naukowca i za uroczego młodzieńca. Zdaniem Józefa Pałysa Fryderyk był rasowym nudziarzem, a jego głosu nie dało się słuchać bez odruchu obrzydzenia, tak był rozwlekły, namaszczony, pełen namysłu i zadufania. Coś takiego, powiedzmy, jak gadka Ignacego Grzegorza, tylko że kilkanaście lat później.
-Nie, dziękuję za herbatę - cedził właśnie gość. - Czy naprawdę nie mogę się zobaczyć z Różą?
Dziadek spojrzał na niego z solidarnym współczuciem. - Mówiłem ci już, Fryderyku, że ona... cóż, nie chce cię widzieć.
-A może zmieniła zdanie? - zasugerował Fryderyk Schoppe.
-Wielce wątpliwe - pozbawił go złudzeń dziadek. - Fryderyku, nie wiemy, jaki jest stan twojej świadomości, co do... nie wiem, jak to ująć... co do jej stanu.
-Pan nie wie, jak to ująć? - powtórzył sarkastycznie Schoppe. - To dość typowe dla tej rodziny.
-Słucham?!... - odezwała się Babi.
-Nic, nic - spietrał się rasowy dżentelmen.
-Ależ proszę, nie krępuj się, nie tłum sobie swobody wypowiedzi - powiedziała Babcia.
Schoppe był coraz bardziej zdenerwowany, to się zdawało wyczuć.
-Nawet słowo "ciąża" nie przechodzi panu przez usta! - krzyknął cienko.
-Hm? - zdziwił się dziadek. - Ależ przechodzi, i to gładko. Ciąża. Ciąża. Widzisz?
Babcia omal nie roześmiała się w głos. Józinek mógłby się założyć, że ona teraz wbija sobie paznokcie w przedramię - już dawno zauważył, że zawsze tak robiła, kiedy trzeba było koniecznie zachować powagę.
-Natomiast - ciągnął dziadek, a po jego mini widać było, że się rozeźlił - z pewnym trudem przechodzi mi przez usta zwrot "ciąża mojej wnuczki". Zwłaszcza gdy go uzupełnię określeniem "nieślubna". Ale to pewnie dlatego, że jestem taki staroświecki.
-Chyba jesteś - wtrąciła Babi. - Dzisiaj wiele jest samotnych matek, które dzielnie sobie radzą, skoro nie mogą liczyć na pomoc ze strony swoich mężczyzn.
-...a jeszcze trudniej przechodzi mi przez usta - dziadek nie dawał się sprowadzić z raz obranego szlaku - taka oto fraza: "nieślubna ciąża mojej wnuczki, której zaufanie zostało dotkliwie zawiedzione".
-Ja niczego nie zawodziłem! - zakrzyknął nerwowo Fryderyk. - Odwrotnie! To Róża mnie nie uprzedziła, że może zajść w ciążę!
-Ta możność nie należy do szczególnie wyjątkowych w świecie kobiet, o ile mi wiadomo - odrzekł na yo Ignacy Borejko, sztywno i z godnością. - Przy dopełnieniu, rzecz jasna, pewnych niezbędnych warunków.
Babcia zacisnęła mocno usta i roziskrzonym wzrokiem spojrzała w sufit.
-A jeśli mowa słowach, których się tu nie używa - atakował dalej Fryderyk Schoppe - to wspomnę o słowie "seks".
-Już jest obowiązkowe? - zainteresowała się babcia.
-...Może gdyby częściej się tego słowa używało w domu Róży, nie byłoby teraz tej niespodzianki!
-Czy sugerujesz - zapytał dziadek lodowato - że owa niespodzianka spotkała cię dlatego, że nie dość często używamy tu słowa "seks"? Mój Fryderyku, przyczyną ciąży, jak uczy biologia, nie jest niedostatek określonych słów, lecz zgoła co innego.
Słowna szermierka była specjalnością dziadka. Schoppe został zapędzony w sam róg planszy. Umilkł jak idiota.

Przeczytaliście właśnie fragment książki Małgorzaty Musierowicz "Język Trolli", AKAPIT PRESS, Łódź 2004, ISBN 83-88790-44-7.
Podziel się
oceń
0
0


wtorek, 29 lipca 2014

Licznik odwiedzin:  6 854  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Tajemniczy i niezrozumiały świat Bachusa czyli moje postrzeganie życia codziennego

O mnie

Statystyki

Odwiedziny: 6854
Wpisy
  • liczba: 142
Bloog istnieje od: 2646 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl